Witam. Mam 15 lat, jestem uczennicą 2 klasy gimnazjum. Mój problem tkwi w tym, że chyba zakochałam sie w moim nauczycielu.. Wiem wiem.. takich tematow w necie zapewne było mnostwo bo sama je wiele dni przegladalam, jednak wsrod nich nie znalazłam ani jednego który w pełni oddawałby moją historie. A więc od początku. jak juz pisałam jestem w 2 klasie. Sprawa dotyczy mojego nauczyciela od matematyki. Już w pierwszej klasie bardzo go lubiłam...Lubiłam- to chyba nie zbyt odpowiednie słowo.. po prostu uwazam go za cudownego człowieka: wszystko co robi robi z taktem, jest miły, ma świetne poczucie humoru, jest przystojny ble ble ble i inne takie określenia ;] Chodzi o to ze nie chce mu mowic ze go kocham czy cos jak to w wiekszosci takich postów bywa. Jestem w dołującej mnie rozterce.. Bardzo dobrze radze sobie z maty. juz w pierwszej klasie mialam 6 ;] On to zauwazal, docenial moje zaangazowanie, duzo razem rozmawialismy inni mi nawet zazdrościli ze zwraca na mnie tyle uwagi. Sprawa skomplikowała się własnie teraz w 2 klasie.. przygotowuje się do olimpiady, to wymaga na pewno duzo poswiecen itp. oczywiscie rowniez wiele spotkan z "nim". co tydzien zostaje z nim sam na sam w klasie.. Chodzi mi o to ze za kazdym razem jak go widze to dopadaja mnie dreszcze itp. Z jednej strony uwilebiam z nim spedzac czas z drugiej tak mi sie podoba ze wole go chyba nie widziec. .Najgorsze jest to ze on zawsze ma do mnie jakas sprawe, nie byloby sytuacji gdy mijamy sie na korytarzu nie zaczepil mnie i nie dal mi jakiejs kolejnej partii materialow, nie zappytal co u mnie, jak tam sie przygotowuje. A ja nie dość ze cała drze to jeszcze musze uwazac zeby nie popelnic zadnej gafy.. Oczywiscie nie mowie ze to jest złe, bardzo podoba mi sie ze mi tak pomaga i to bardzo doceniam.. Do tego robi to zawsze z uśmiechem na twarzy i humorem ;) Dodam jeszcze ze bardzo duzo o sobie wiemy ;] Jest po prostu idealny! Sama nie wiem czy go lubie czy wrecz czasem nienawidze. Na przerwach zerkam tylko czy moze nie idzie, albo chowam sie w łazience zeby mnie nie zaczepił, nie wiem czemu... Boję sie ze w koncu zwariuje, zamiast uczyc sie do olimpiady to ja o nim mysle i odliczam godziny do nastepnego spotkania.. chocby to co teraz pisze, czy to nie jest szalone?

błagam pomozcie mi co a mam zrobic, zeby nadal z nim przebywac, ale jakos mniej to znosic czy cos, mam juz tego dosyc ! na kazdym spotkaniu zamiast skupic sie na tym comi mowi to ja sie w niego gapie jak głupia albo milcze.. pfyy mysle ze po tak dlugiej wypowiedzi wiecie o co mi chodzi, teraz prosze was o pomoc :) Licze na odpowiedź chociaz jednej osoby ;]